piątek, 10 lipca 2020

Robótki artystyczne - dzień piąty


Ostatni dzień zajęć poświęcony był autoportretom i portretom. Podobnie, jak we wtorek obowiązującą techniką był kolaż – metoda pracochłonna, ale warto się natrudzić dla końcowego efektu. Kasia przypominała, że prace nie mają być realistycznym odwzorowaniem, więc w miejsce włosów może pojawić się na przykład znalezione w gazecie zdjęcie mchu. Tak jak wcześniej działaniom plastycznym towarzyszyły rozmowy o sztuce, a konkretnie – o dziełach Gustava Klimta, Fridy Kahlo, Leonarda da Vinci i Edvarda Muncha. Pojawiły się także inne tematy – perypetie stomatologiczne, upodobania kulinarne oraz kocie zachowania. Mimo jednej techniki w jej obrębie powstały odmienne prace – tak, jak różni są ich autorzy.









Robótki artystyczne - dzień czwarty


Czwartego dnia zajęć podstawowym tworzywem były wykorzystane w nieoczywisty sposób warzywa i owoce: cebula, czosnek, ziemniaki, kalafior, liście kalarepy i kapusty pekińskiej. Przekrojone na pół, pomalowane farbami akrylowymi i jako pieczątka odbite na papierze dały niezwykłe efekty. Cytryna stała się słońcem koloru morskiego, ziemniak jajkiem wielkanocnym, kalafior – drzewem z granatową koroną i brązowym pniem, a liść ozdobiły cztery pasy – każdy w innym kolorze – co upodobniło go do flagi. Niektóre kształty przypominały dzieciom meteoryty, a różnobarwne plamy kojarzyły się z klaunem lub kolorowym zwierzęciem. Kasia apelowała, by uczestnicy nie bali się korzystać z różnych materii, bo końcowy efekt zależny jest jedynie od ich wyobraźni, radziła także, jak w optymalny sposób korzystać z farb.












Robótki artystyczne - dzień trzeci


Trzeciego dnia zajęć podstawowym tworzywem wciąż pozostawał karton (należy pamiętać o recyklingowym wydźwięku robótek artystycznych), a uczestnicy tworzyli z niego kolorowe rozetki. Kasia krok po kroku pokazywała, jak powstaje taka dekoracja ścienna, a gdy sytuacja tego wymagała, również służyła pomocą. Podkreślała, że zajęcia te mają na celu nie tylko usprawnienie zdolności manualnych, ale posiadają również wymiar relaksacyjny. Poza tym świadomość, że samemu stworzyło się coś ładnego, co potem może ozdobić nasze pokoje, jest bardzo przyjemna. W swoich pracach dzieci stosowały bardzo interesujące zestawienia kolorystyczne, opowiadały także o swoich skojarzeniach (wycięte z kartonu kółka przypominały im pizzę lub frisbee, splątana włóczka – kałamarnicę, a kłębek w ciemnym kolorze – wielką oliwkę).





Robótki artystyczne - dzień drugi


Drugiego dna warsztatów każde z dzieci techniką kolażu tworzyło swoją mapę marzeń. Kartony zapełniły się więc opowieściami o ich pasjach i planach. Kasia tłumaczyła, że wycięte z gazety zdjęcie kota to zbyt proste rozwiązanie. Znacznie lepiej wyciąć jedynie zarys zwierzęcia, a szczegóły jego fizjonomii namalować pisakiem. Znając już nieco naszych uczestników i spoglądając na prace, można było z całą pewnością stwierdzić, która jest czyja – wiadomo, kto uwielbia muzykę, wirtualną rzeczywistość i dinozaury, kto spędza czas w towarzystwie książek i kotów oraz kogo pasjonuje historia sztuki.






wtorek, 7 lipca 2020

Robótki artystyczne - dzień pierwszy



Nadeszły wakacje, a wraz z nimi – robótki artystyczne w naszym Teatrze. W tym roku, z wiadomych przyczyn, w maseczkach i z zachowaniem stosownego dystansu, ale jak zawsze w wesołej i twórczej atmosferze. Z racji miejsca dzieci tworzyły maski teatralne. Były one jednak abstrakcyjne, niekonwencjonalne - uczestnicy, stosując różne techniki, mogli popuścić wodze fantazji. Materią, na której pracowali, był karton, który okazał się być bardzo wymagającym tworzywem. Prowadząca zajęcia Kasia przypominała, jak istotne jest ekonomiczne zarządzanie tym materiałem. Działaniom artystycznym, jak zawsze, towarzyszyły rozmowy na temat relacji z rodzeństwem, wspomnień z wakacji i tegorocznych planów. Dzieci opowiadały o zwyczajach swoich kotów, pasjach i tym, co ostatnio im się przytrafiło. Wykazały się także znajomością dziejów teatru oraz historii sztuki (padały między innymi takie nazwiska, jak Abakanowicz, Matejko, Mitoraj, Kusama, van Gogh, Dali i Pollock).






czwartek, 5 marca 2020

"Upalny dzień" znów na naszej scenie


6 marca, w ramach obchodów 75. rocznicy zakończenia drugiej wojny światowej, znów będzie można obejrzeć na naszej scenie spektakl „Upalny dzień” w reżyserii Dominika Sochy, a w wykonaniu jego oraz Macieja Pierzchały.

W scenie, otwierającej film „Obława” Marcina Krzyształowicza kapral „Wydra” prowadzi jeńca na egzekucję. W „Upalnym dniu” punkt wyjścia jest podobny, ale uzbrojony mężczyzna jest Niemcem. Obaj właśnie zatrzymali się w czasie pieszej drogi do wioski, gdzie chłopak ma zostać zabity. Skazani na siebie, zaczynają rozmawiać. Dowiadujemy się, co zrobił chłopak, co studiuje i jak ma na imię jego dziewczyna. Niemiecki żołnierz też o sobie opowiada. Jego opowieści o bezsensie wojny, głupocie dowódcy i zezwierzęceniu kolegów z oddziału przypominają to, o czym w reportażu „Mój warszawski szał” Włodzimierza Nowaka i Andżeliki Kuźniak mówił Mathias Schenk. Słońce grzeje niemiłosiernie, a wraz z temperaturą rosną emocje. Przypuszczamy, jak skończy się ta historia, ale w tym spektaklu nic nie jest oczywiste. Ten leśny thriller to prawdziwy emocjonalny rollercoaster.

Dominik to prawdziwy teatralny zawodowiec. Wystarczy jeden grymas lub spojrzenie, by w pełni oddać każdą z emocji Niemca. Ciekawym doświadczeniem jest oglądanie w roli jeńca wyciszonego, innego niż we „Wdowach” Macieja. Symboliczną scenografię stworzyła Julia. Jeśli chodzi o kostiumy i rekwizyty, wszystko jest odtworzone bardzo wiernie. W klimat spektaklu wprowadza też piękna muzyka w wykonaniu Maćka (dźwięki fortepianu, narastające niczym ulewa).

„Upalny dzień” to rodzaj teatru, który dzisiaj możemy oglądać coraz rzadziej – pozbawiony modnych efektów, oparty na dialogu, w którym ścierają się racje. Idealny na naszą scenę. W ciągu tych 80 minut nie poznajemy imion bohaterów, co sztukę Janusza Wasylkowskiego czyni jeszcze bardziej uniwersalną. Zmieniają się kroje i kolory mundurów, ale istota wojny pozostaje niezmienna.


poniedziałek, 24 lutego 2020

Jeunesses Musicales - dzień trzeci


Andrzej Sienkiewicz, Krzysztof Kott i Grzegorz Gorczyca, czyli trio Shires – podobnie, jak Waldemar Malicki czy Grupa MoCarta – stanowią zaprzeczenie tezy, że muzycy klasyczni są ludźmi pozbawionymi poczucia humoru czy fantazji. Wiedzą to wszyscy ci, którzy w niedzielny wieczór zasiedli w naszej sali teatralnej. Krzysztof Kott, grający na puzonie basowym, w dowcipny sposób skomentował dobiegający z widowni odgłos trzaskającego krzesła, zabawnie zapowiadał poszczególne utwory i z humorem opowiadał o Grzegorzu Gorczycy (fortepian) i swojej relacji z Andrzejem Sienkiewiczem (puzon tenorowy). Muzycy Orkiestry Symfonicznej Filharmonii Narodowej zadbali o to, by program koncertu był urozmaicony. Na początek zabrzmiały utwory Roberta Schumanna, kojarzące się z myśliwskimi hejnałami lub fanfarami, obwieszczającymi przybycie króla. Majstersztykiem było wykonanie „Rozmów małżeńskich” Carla Friedmanna, gdzie za pomocą dźwięków spróbowano oddać atmosferę kłótni małżonków. Jestem pewien, że niejeden z widzów, słuchając tematu z filmu „Lista Schindlera”, przypomniał sobie czarno-białe kadry reżyserowanej przez Stevena Spielberga opowieści o niemieckim przemysłowcu. Kiedy wybrzmiała ta niezwykle rzewna muzyka (przepiękny, finałowy moment, gdy milkną puzony, a gra jedynie fortepian), przyszedł czas na Dave’a Brubecka i jego „Danse Duet”. Wówczas każdy na widowni miał wrażenie, że nagle znalazł się w nowoorleańskim klubie, którego wnętrze wypełnia jazz. Jeśli dodamy do tego jeszcze Imre Kalmana i jego „Księżniczkę Czardasza”, to czegóż chcieć więcej?